czwartek, maja 31, 2007

Tydzień Polski w Newton Aycliffe w lipcu br: opinie Polaków z okolic

(źródło: http://www.touristnetuk.com)

Jak być może wiecie, robocza nazwa naszego tygodniowego wyjazdu na Wyspy Brytyjskie to "Tydzień Polski". Wygląda na to, że o ile nasza baza będzie w Newton Aycliffe, niewykluczone, że będziemy chcieli również dotrzeć do Polaków z Bishop Auckland, Darlington i Durham (okoliczne miasteczka).

Aby dowiedzieć się, choćby bardzo wstępnie, jak zareagowaliby nasi rodacy na perspektywę takiego Tygodnia Polskiego w swojej okolicy postanowiłem skontaktować się z nimi przez gadu-gadu, przedstawić co to robimy i zapytać ich o zdanie. Oto jakie (bardzo zachęcające!) odpowiedzi dostałem od naszych rodaków z czterech powyższych miejscowości. Przytłaczająca większość reakcji była umiarkowanie do bardzo pozytywnych. Oto kilka z nich (oczywiście bez danych osób odpowiadających):

"Tydzien Polski to ciekawy pomysl wiec mozesz liczyc na moja pomoc."

"Pomysł polskiego tygodnia (jest) bardzo fajny".


"Z mila checia sie spotkam i powiadomie znajomych o takiej inicjatywie bo brakuje tutaj takich imprez"


"Tydzien Polski brzmi niezle:) Pokazalibysmy mieszkancom NA jak wyglada zycie w Polsce.
wiele osob z pracy jest bardzo ciekawych wlasnie jak zyjemy, jakie sa nasze obyczaje itp. czesto o to pytaja"

"Ogolnie rzecz biorac, jest za takim czyms"

Niech nas (wyjeżdzających i wspierających ten wyjazd) zachęcą te komentarze! Praca do której się przygotowujemy ma sens i jest, w jakimś sensie, oczekiwana przez Polaków.

Mam nadzieję dowiedzieć się więcej, kiedy będę w tamtej okolicy już niedługo.

Etykiety:

niedziela, maja 27, 2007

Pytaliście o nasze logo


Jeśli ktoś wie, jak umieścić logo w szablonie blogspota na pasku po prawej stronie (pod sekcją "O mnie") - niech się zgłosi :).


A póki co jeszcze raz publikuję nasze misyjne logo, bo dzisiaj okazało się, że jeszcze się nam nie wryło specjalnie w pamięć.


sobota, maja 26, 2007

Piąte spotkanie małej grupy misyjnej

Idziemy pełną parą, co mam nadzieję widać i słychać, w związku z tym kolejne piąte juz spotkanie małej grupy misyjnej odbędzie się:

w niedzielę 27 maja o godz. 17:00

w stałym miejscu, czyli w kancelarii kościoła w Gdańsku, przy ul. Mennonitów 2.

Zapraszamy stałych bywalców i nowych odważnych! ;) Mamy w planach przedyskutowanie strony graficznej (zaproszenia, plakaty, koszulki), kulinarnej (przygotowania do pikniku) oraz sprawy bieżące. Do zobaczenia.

Ten blog jest interaktywny!

Naprawdę! :)

Jeśli chcesz o czymś napisać, skomentować, wyrazić dezaprobatę albo dać nam znać, że istniejesz użyj przycisku "Comments" (komentarze) po prawej stronie pod treścią danego posta.

Wszelkie komentarze są mile widziane :).

piątek, maja 25, 2007

Refleksja nad dwunastoma koszami okruszków


"Nakarmienie pięciu tysięcy" to epizod z życia Jezusa i jego apostołów, który zapisany jest we wszystkih czterech ewangeliach. Dzisiaj rano przeczytałem po raz kolejny zapis w każdej z nich, by lepiej na nowo zrozumieć znaczenie tego, co się wtedy wydarzyło.

Same fakty są większości z nas dobrze znane: za Jezusem idzie wielka rzesza ludzi, Ten ich naucza, a gdy dzień chyli się ku końcowi, uczniowie proszą Jezusa, aby kazał ludziom rozejść się (z pustkowia!) na wieczorny posiłek i nocleg. Jezus nakazuje uczniom nakarmić ludzi. Zdziwieni apostołowie z zapasów spożywczych znajdują tylko pięć chlebów i dwie ryby, które miał ze sobą pewien zapobiegliwy chłopiec. Przynoszą je do Jezusa, a ten błogosławiąc je, rozdaje ludowi. Wszyscy (a samych mężczyzn było ok. pięciu tysięcy) jedzą do syta, a na zakończenie Jezus prosi uczniów, aby "pozbierali pozostałe okruchy, aby nic nie przepadło" (Jan. 6: 13). W ten sposób pojawia się tytułowe dwanaście koszy okruszków (z pięciu bochenków chleba!) i "nieco z ryb" (Mk. 6:43).

We wszystkich czterech zapisach ewangelicznych czytamy, że Jezus dwukrotnie wprawia swoich uczniów w zakłopotanie. Najpierw kiedy każe im pięcioma chlebami i dwoma rybami nakarmić sporo ponad 5 tys. ludzi. Później, kiedy to zadanie jest już wypełnione, by pozbierać okruchy, które pozostały po jedzeniu w trawie.

O ile pierwsze zadanie ("Wy dajcie im jeść!") jest wezwaniem do tego, aby w wierze w moc Jezusa zacząć rozdawać TO, CO MAMY, bo Bóg zatroszczy się o to, żeby nikomu nie zabrakło, to czemu Jezus nie poprzestał na tej lekcji? Czemu nakazał uczniom wyzbierać okruszki pieczywa z trawy (iście syzyfowa robota, na pierwszy rzut oka)? Jaki był cel w sprzątaniu po uczcie?

Dzisiaj rano zdałem sobie sprawę, że nigdy tak naprawdę nie znałem odpowiedzi na to drugie pytanie... bo nigdy go sobie nie zadałem. Podobnie chyba trochę jak sami uczniowie, o ktorych ewangelista Marek kilka wersetów dalej pisze, że "nie rozumieli cudu z chlebami, bo ich serce było nieczułe".

Teraz, kiedy o tym myślę, obie prośby Jezusa, właśnie razem, mają najpełniejszy sens. Nakarmienie ludzi na słowo Jezusa jest przejawem wiary, że może On uczynić to, co zapowiedział. Ta wiara pojawia się przed wykonaniem zadania, napędza je. Zebranie dwunastu koszy okruszków z pięciu zjedzonych chlebów jest dowodem pewności - faktem potwierdzającym słuszność uprzedniej wiary w to, że słowo naszego Pana się wypełni.

Ta swoista klamra ma wielki sens również w naszym życiu, o ile tylko nasze serca nie są nieczułe na Boże działanie. Mam wrażenie, że Bóg nieustannie mnie "rozciąga" w wierze, stawiając mnie w sytuacjach, w których nie jestem w stanie podejmować decyzji inaczej niż tylko wiarą. Pewność dokonanego wyboru (w postaci dowodu dwunastu koszy) pojawia się dopiero po fakcie, bo inaczej chyba pewnie nigdy spontanicznie nie zdobyłbym się na to, by Bogu uwierzyć na Słowo ;).

Jeśli bywasz w podobnych sytuacjach, zbieraj okruszki Bożej dobroci. Kompletuj na bieżąco swoją kolekcję dwunastu koszy. Rozmyślaj nad tym, jak wierny okazał się Bóg, kiedy poprosił Cię o zrobienie czegoś, co wydawało się niemożliwe. Zbieraj materiał dowodowy, który przekona Cię o tym, że warto ufać Bogu. Następny krok wiary będzie odrobinę łatwiejszy, kiedy przypomnisz sobie co potrafi Twój Bóg.

Będziesz o tym wiedział, bo przecież sam wybierałeś z trawy okruszki chleba... :)

czwartek, maja 24, 2007

Pięć najważniejszych powodów, dla których "obawiamy się" wyjazdów na misję

Pytanie i wątpliwości stanowią nieodłączną część ludzkiej natury, szczególnie jeśli dotyczą czegoś co wcześniej nie było nam znane, albo w czym osobiście nie braliśmy udziału.

Dlatego właśnie podjąłem się udzielić odpowiedzi na "pięć najważniejszych powodów..." i słowa dotrzymuję. Dla retrospekcji przyjrzyjmy się temu, co znalazło się już wcześniej w pierwszej piątce:

5. "Co powiem ludziom, których spotkam?"
4. "Nigdy tego nie robiłem - co jeżeli coś mi nie wyjdzie?"
3. "Nie czuję się do tego powołany"

Dzisiaj zajmę się drugim najbardziej popularnym powodem:

"Jak mam jechać z misją charytatywną do Anglii skoro nie znam angielskiego (wystarczająco dobrze?"

(1) Pytanie wydaje się dobrze osadzone w rzeczywistości, bo przecież jednak wyjeżdzamy zagranicę, do kraju, w którym większość mieszkańców mówi w obcym nam języku. Ale ale: jedziemy przecież do polskiej MNIEJSZOŚCI, prawda? :) Ostatni raz jak sprawdzałem, nasi rodacy, którzy zamieszkali na wyspach w ciągu ostatnich trzech lat, nadal bardzo sprawnie porozumiewają się językiem polskim! Jeżeli zatem znasz polski - masz mandat lingwistyczny do tego, żeby wybrać się razem z nami.

(2) Co ciekawe, gdyby przejrzeć fora internetowe brytyjskiej polonii, można zaobserwować uniwersalną potrzebę: spotkania się z innymi osobami, które, uwaga!, mówią po polsku. Takiego trochę pogadania o wszystkim i o niczym (ale już nie o pracy), posiedzenia na filiżanką dobrej kawy czy herbaty w dobrym polskim towarzystwie i bez pośpiechu. Hmm, to chyba nie wymaga specjalnych kwalifikacji z naszej strony, prawda?

(3) Zgodzę się, że pewna znajomość jęz. angielskiego jest istotna, ale w praktyce - WYŁĄCZNIE u lidera danej grupy. Taki lider, który pośredniczy w kontaktach z brytyjskimi współorganizatorami naszych Tygodni Polskich w danym miejscu, musi umieć dowiedzieć się o drogę i właściwy kierunek autobusu, a także podpowiedzieć zgłodniałym uczestnikom wyjazdu co zjeść na przekąskę w środku dnia. O ile zatem wśród uczestników znajomość jęz. angielskiego jest mile widziana, to na pewno nie jest wymagana i nie jest warunkiem koniecznym.

Na koniec dodam, że wcale nie jest mi przykro, że rozwiałem Waszą drugą największą wątpliwość :). Wszystko mówi mi, że warto posłuchać, czy czasem Duch Św., nie namawia Cię do wyjazdu z nami, rozwiewając Twoje kolejne wymówki...

Etykiety:

środa, maja 23, 2007

Konferencja misyjna w Zakościelu

Wygląda na to, że w dn. 31 maja - 2 czerwca będę miał możliwość wzięcia udziału w konferencji misyjnej w Zakościelu zatytułowanej "Przekraczając granice, czyli jak zaangażowanie w misję zagraniczną zmieni Twój kościół".

Muszę przyznać, że już sam tytuł bardzo mi się podoba - powiem więcej: zaczynam(y) właśnie doświadczać tego, co Bóg czyni w ludzkich sercach, kiedy pojawia się temat zrobienia czegoś dla dobra, czy ze względu na misje. Może dwa przykłady praktyczne: logo naszej misji oraz wizytówkę zrobiła dwójka ludzi, którzy są naprawdę zajęci zawodowo. A jednak znaleźli na to czas i chęć, powiem więcej, zrobili to zupełnie za darmo. To jest praktyczna strona tego, że "zaangażowanie w misję zagraniczną zmieni Twój kościół"!

Jestem Bogu naprawdę wdzięczny za pracę Darka (logo) i Asi (wizytówka).

Głównym mówcą na konferencji misyjnej ma być pastor kościoła Bay Area Community Church w Annapolis, MD - Greg St Cyr. Jego kościół zaangażowany jest we wszechstronne usługiwanie w wielu krajach świata (m.in. Sudan, Ghana, Nigeria, Salwador, Malezja i Polska), więc oczekuję wielu świadectw Bożego działania, a także praktycznych porad na temat tego, o czym warto pamiętać.

Z tego co wiem, uczestnikami konferencji będą ludzie z różnych ewangelicznych "ścieżek życia", więc wartością dodaną będzie pewnie możliwość spędzenia z nimi czasu i bliższego poznania się. Jestem przekonany, że Kościołowi potrzeba łączenia sił w sprawach misyjnych, wymiany poglądów i pomysłów, ale w pierwszej kolejności - wspólnego usługiwania potrzebującym. Również poza granicami naszego kraju.

Postaram się napisać więcej na ten temat po powrocie z konferencji.

PS. Znalazłem gdzieś w sieci plan dni, więc go sobie tu przeklejam, żebym pamiętał ;):

PLAN KONFERENCJI

Czwartek – 31.05.07
od 16.00 przyjazd i zakwaterowanie
18.00 kolacja
19.30 przywitanie i modlitwa
19.45 wykład I
20.45 dyskusja po wykładzie

Piątek – 01.06.07
7.30 śniadanie
8.30 uwielbienie
8.45 wykład II
9.45 przerwa techniczna
10.00 misja I (OM-Polska)
10.45 przerwa na kawę
11.15 wykład III
12.15 misja II (Szkoła Misyjna)
13.00 obiad i przerwa
15.00 misja III (BSM)
15.45 misja IV (CME)
16.15 przerwa na kawę
16.45 pastorzy
18.00 kolacja
19.30 mała grupa
20.30 dzielenie się wynikami dyskusji

Sobota – 02.06.07
7.30 śniadanie
8.30 uwielbienie
8.45 wykład IV
9.45 przerwa na kawę
10.15 wykład V
11.15 podsumowanie, modlitwa, podarki
12.30 obiad

Etykiety:

wtorek, maja 22, 2007

Do Doncaster od połowy września

Odezwała się do mnie rodzona siostra Bogusi (pozdrawiam, Jolu!) - która to Bogusia już od 11 września ma się "zameldować" w Doncaster, żeby rozpocząć pracę wśród Polaków. Dla naszej grupy misyjnej oznacza to tylko tyle, ze zapewne, jeśli Bóg pozwoli, pojedziemy na tydzień do Doncaster w drugiej lub trzeciej dekadzie września. To informacja dla tych, którzy chcą/muszą zaplanować sobie tydzień jesiennego urlopu ze znacznym wyprzedzeniem.

A propos września, myślałem sobie, dla kogo taki termin wyjazdu będzie korzystny. Po wykluczeniu nauczycieli ;), przyszli mi na myśl studenci. Może warto będzie "zaprosić się" u Darka P. na jedno z czerwcowych spotkań Petry, aby mieć okazję opowiedzieć o naszej misji właśnie studentom?


PS. Centymetr misyjny (odcinek 4):

56 dni do wyjazdu nr. 1 do Newton Aycliffe.
Liczba osób zdecydowanych na wyjazd (kupione bilety): 10 (Justyna, masz juz bilet?).

Etykiety: , ,

niedziela, maja 20, 2007

Czwarte spotkanie małej grupy misyjnej

Serdecznie zapraszam na dzisiejsze spotkanie naszej małej grupy misyjnej (o jak najbardziej otwartym charakterze, czekamy na nowe osoby!) odbędzie się

o godz. 17:00

w kancelarii kościoła przy ul. Menonitów 2.

Będziemy dzielić się informacjami i pomysłami, które zebraliśmy w ciągu tygodnia. W ten sposób zaczniemy tworzyć zarówno "bank" pomysłów do wykorzystania w programach wyjazdów, jak i budżet finansowy, potrzeby do zrealizowania tych pomysłów.

Jeżeli jeszcze nie byłeś na naszym spotkaniu, wiedz, że mają one formułę otwartą - na każdym bywają nowe osoby, które przychodzą tu posłuchać, czy czasem Bóg nie uruchamia ich powołania w kierunku Wielkiej Brytanii.

Jak często powtarzam: "Nie zastanawiaj się - przyjdź! Najwyżej pozbędziesz się złudzeń ;). Co bardziej prawdopodobne, zapalisz się do usługiwania innym!"

sobota, maja 19, 2007

Radykalni

Jest taka impreza, która w tym roku odbyła się na południu Polski, w Wodzisławiu Śląskim (jakaż szkoda, że nie mogłem w niej brać udziału), która nazywa się RADYKALNI.

To adresowana do chrześcijańskiej młodzieży kilkudniowa konferencja, która rozpala, radykalizuje i określa kierunek zmian w życiu duchowym dla młodego pokolenia. Jeśli byłeś/-aś, wiesz o czym mówię. Jeśli nie - masz przynajmniej okazję poczytać opinie uczestników i zobaczyć zdjęcia (w zakładce "Album" na stronie głównej).

Wielka mobilizująca akcja, która odmienia życie młodych ludzi. Strach się bać, jakim dzisiaj trzeba być gorącym dla Jezusa, żeby dotrzymać kroku młodzieży!

Czapki z głów, Zibi i organizatorzy!! :)

PS. Dziękuję wszystkim za pozdrowienia z Wodzisławia. Nawet tym z Łodzi ;).

czwartek, maja 17, 2007

"Kocham Cię" - Twój Bóg

Dzisiaj stojąc w korku w Warszawie, widziałem całkiem niecodzienny napis na jednym z kosciołów: wielki, widoczny z daleka banner ogłaszał wszem i wobec mniej więcej taką tresć:

Kocham Cię!
-Twój Bóg

N-i-e-s-a-m-o-w-i-t-y-m jest przekonywac się ciągle na nowo (i w nowatorskie sposoby) o tym, jak bardzo Bóg nas kocha!

PS. Centymetr misyjny nie zatrzymuje się wcale: Odcinek nr. 3:

60 dni do wyjazdu nr. 1 do Newton Aycliffe.
Liczba osób zdecydowanych na wyjazd (kupione bilety): 9
(w międzyczasie dołączyli do nas Robert B, oraz siostry Asia i Ala. Dzieje się :)).

Etykiety: ,

wtorek, maja 15, 2007

Świat JEST mały

W niedzielę, w krótkiej rozmowie z Zibim (obecnie Wodzisław Śląski), który przez weekend prowadził warsztaty dla naszej młodzieży, uświadomiłem sobie po raz kolejny jak mały jest nasz świat. Otóż dziewczyna, Polka, która przeprowadza się do Doncaster i którą mamy wesprzeć przez tydzień we wrześniu... to Bogusia od nich z kościoła :).

Mam już do niej namiary mailowe i zaraz się odezwę, przecierając szlaki komunikacyjne. Mimo, że do wrześniowego wyjazdu do Doncaster jeszcze sporo czasu, chciałbym bardzo dobrze przygotować ten wyjazd. Tak żebyśmy rzeczywiście mogli jako grupa Polska ruszyć w tym mieście z kopyta.

A do tego zapewne potrzebne będzie spotkanie z Bogusią jeszcze w Polsce, żeby się lepiej poznać i zobaczyć jaką wizję pracy daje nam Bóg. Coraz ciekawiej się robi :).


PS.
Odcinek nr. 2 centymetra misyjnego:

62 dni do wyjazdu nr. 1 do Newton Aycliffe

Liczba osób zdecydowanych na wyjazd (kupione bilety): 6 (dzisiaj dołączyła do nas Asia B. - ma bilet).

Etykiety: ,

poniedziałek, maja 14, 2007

Misyjny centymetr

Odcinek nr. 1 centymetra misyjnego:

63 dni do wyjazdu nr. 1 do Newton Aycliffe

Liczba osób zdecydowanych na wyjazd (kupione bilety): 5

I teraz, proszę Państwa, chodzi o to, żeby pierwsza liczba malała, a druga rosła ;). No to do dzieła!!

Etykiety:

Po trzecim spotkaniu małej grupy misyjnej

Nasze trzecie spotkanie, moim zdaniem, poszło bardzo dobrze. Dziękuję wszystkim za udział, tym bardziej, że znowu pojawiły się nowe osoby: Ala - siostra Asi (która też była), Robert i Łukasz alias Szczypior. Oprócz tego była Asia B., brat Leonard i ja.

Podzieliliśmy się zadaniami, sporo pracy przed nami w tym tygodniu. Mam nadzieję, że wszyscy, którzy byli, pamiętają co mają robić, prawda? ;). Jak nie, to zapraszam na maila: nawyspy@yahoo.pl, to przypomnę, co i jak :).

Etykiety:

niedziela, maja 13, 2007

Dokładne namiary lotów 16-23 lipca br

Na dzisiejszym spotkaniu obiecałem podać dokładne namiary na przeloty liniami Wizzair, które pozwolą nam dotrzeć do Newton Aycliffe w lipcu.

Wszystko po to, żebyśmy wszyscy lecieli tym samym samolotem, bez względu na to kiedy wykupimy bilety. Oto namiary na loty Wizzaira (a tu ich strona internetowa, gdzie można zarezerwować swoje bilety):


Numer Lotu Wylot z Data wylotu Przylot do Data przylotu
W6 433 Warsaw Etiuda Terminal 16. lip 2007 06:10 Durham Tees Valley 16. lip 2007 07:45
W6 434 Durham Tees Valley 23. lip 2007 08:15 Warsaw Etiuda Terminal 23. lip 2007 11:35

Etykiety: ,

sobota, maja 12, 2007

Trzecie spotkanie małej grupy misyjnej

Zgodnie z zapowiedzią trzeciej spotkanie naszej małej grupy misyjnej (o jak najbardziej otwartym charakterze, czekamy na nowe osoby!) odbędzie się w

niedzielę 13 maja o godz. 17:00

w kancelarii kościoła przy ul. Menonitów 2.

Będziemy wybierać pomysły (z poprzedniego spotkania) do "programu" tegorocznych wyjazdów. Serdecznie zapraszam!

piątek, maja 11, 2007

Zmowa dobroci

Być może pamietacie post o rekinie, karpiu i delfinie, w którym wspomniałem krótko o niekonwencjonalnym podejściu do kwestii ewangelizacji, które przedstawia pastor Steve Sjogren w swojej książce "Zmowa dobroci". To tylko jeden z obrazów, ktory utknął mi w pamięci z tej niezwykłej pozycji. Dzisiaj, po przeczytaniu już jej całej, chciałbym ją szerzej zarekomendować.

Najpierw jednak rekomendacja Arka Krzywodajcia, pastora społeczności chrześcijańskiej w Wodzisławiu Śląskim:

"Książka "Zmowa dobroci " prezentuje brakujące ogniwo w naszym dziele zwiastowania ewangelii jakim są uczynki miłosierdzia wobec naszych niezbawionych sąsiadów, przyjaciół czy ludzi mijanych na ulicy. Mam wrażenie, że jest to jeden z tych elementów w zwiastowaniu ewangelii, który w potężny sposób przełamuje wszelkie uprzedzenia. Gorąco polecam tą pozycję."
Arkadiusz Krzywodajć
Trudno się z nim nie zgodzić. Pastor Sjogren, ze społeczności Vineyard Community Church w Cincinnati, Ohio przedstawia prosty, lecz niesłychanie skuteczny sposób docierania do ludzi z przesłaniem o Bożej miłości - nie poprzez słowa, ale uczynki miłosierdzia. Po raz kolejny okazuje się bowiem, że czyny mają znacznie większą moc niż słowa. Proste czynności wykonywane wobec nieznajomych, aby wyświadczyć im dobroć, otwierają drzwi do ewentualnej późniejszej rozmowy.

Co równie ważne, w te proste czynności "pełne dobroci" może praktycznie zaangażować się każdy chrześcijanin. Kto by bowiem nie potrafił rozdawać darmowych puszek coli na skrzyżowaniu w gorący dzień, umyć szyb w samochodzie, zapakować prezentów w centrum handlowym przed świętami, czy umyć toalety w ogólnodostępnym budynku? Celem, jak pisze Sjogren, nie jest krótkoterminowe "zbombardowanie" ludzi informacją (bo sami wiemy, jak na nią ludzie reagują), ale długoterminowe pozytywne wpływanie na ich życie, nawet poprzez niewielkie przysługi.

Wszystko oczywiście odbywa się bezpłatnie z perspektywy ludzi, którym to dobro wyświadczamy. Jest to więc dobry sposób uruchomienia zasobów finansowych członków kościołów w większym zakresie niż do tej pory. Mam wrażenie (obym się mylił!), że nie można docierać do ludzi, nie angażując w to w znacznie większym stopniu zawartości naszych portfeli. "Zmowa dobroci" pokazuje w praktyce, że na tego typu ewangelizację stać każdego, bo i każde 10 pln może się przydać do zakupu płynu do spryskiwacza, żarówki, szmaty do mycia podłóg, czy papieru do pakowania. Proste, ale bardzo mocne.

Chciałbym, abyśmy w następnych tygodniach zaczęli dyskutować nad niektórymi pomysłami z tej ksiązki na naszych niedzielnych spotkaniach. Zobaczycie, że włączenie się do realizacji "zmowy dobroci" jest wyjątkowo łatwe; i to bez względu na wiek, płeć, osobowość i doświadczenie. Świetna książka!

Etykiety:

niedziela, maja 06, 2007

Myśl z przypowieści o siewcy...

Dzisiaj rano ponownie zwróciła moją uwagę pewna myśl z ewangelicznej przypowieści o siewcy. Znajdziecie ją chociażby na samym początku Ew. Marka 4.

Otóż siewca, który wyszedł, aby siać WIEDZIAŁ, że nie wszystkie ziarna padną na dobrą glebę, ale I TAK SIAŁ... Kluczowość znaczenia tego fragmentu mnie poraża (pozytywnie) :). Nawet nie jestem teraz w stanie do końca zrozumieć jak to zmienia moją perspektywę patrzenia na ewangelizację i misję w naszym mieście i w Wielkiej Brytanii :). Ale zmienia.

Bo chociażby okazuje się, że oprócz jakości (którą zapewnia Boże Słowo), liczy się ilość (okazji, które zapewniamy my sami). Muszę wrócić do tej myśli kiedyś, ale nie teraz kiedy padam z nóg tak daleko od domu...

piątek, maja 04, 2007

W niedzielę 6 maja spotkania NIE BĘDZIE

Jak informowałem już wcześniej, w tę niedzielę, 6 maja, spotkania małej grupy misyjnej NIE BĘDZIE. W związku z pracą zawodową nie będzie mnie wtedy w kraju, więc spotkamy się dopiero

13 maja o godz. 17:00 w kancelarii kościoła.

Dodatkowy tydzień warto wykorzystać na modlitwę, szukanie Bożej woli odnośnie własnego zaangażowania w tę misję i zbieranie środków na wyjazd.

Doncaster jednak we wrześniu

Właśnie się dowiedziałem od Davida Sharpe'a, że do Doncaster wybierzemy się raczej we wrześniu, niż w sierpniu.

Jak się okazuje, od września będzie u nich działać pewna Polka, która zamieszka w Doncaster i będzie odpowiedzialna za pracę wśród Polaków. Największy sens miałoby więc, gdybyśmy przyjechali do niej we wrześniu, żeby w jakiś sposób rozpocząć wspólnie "z kopyta".

Domyślam się, że nie wszyscy z tych, którzy chcieli jechać do Doncaster w sierpniu, będzie mogło/chciało przełożyć część urlopu na wrzesień i pojechać, ale mam nadzieję, że w związku z tym wzrośnie nam populacja zainteresowanych wyjazdem w tym terminie studentów :).

Termin wyjazdu do Newton-Aycliffe się nie zmienia: 16-23 lipca (to dla tych, którzy wcześniej nie doczytali. Termin jest potwierdzony, a niektórzy już sobie nawet wykupili bilety).

Co robić, kiedy ktoś na ulicy prosi Cię o pieniądze?


Ubolewam, że odpowiedź na ten niejednoznaczny temat mam tylko w wersji angielskiej (warto poczytać również komentarze czytelników tamtego bloga, wnoszą sporo do dyskusji). Sprawa jest aktualna, bo dotyczy wszystkich społeczeństw świata, więc zapewne i w Polsce i w Wielkiej Brytanii będziemy spotykać się z postawami roszczeniowymi ludzi, którzy proszą nas o pieniądze.

Przetłumaczę na polski tylko jeden fragment, który bardzo mi się spodobał. Pochodzi on a siódmego akapitu oryginalnego tekstu (punkt nr 7):

"Dave Ramsey opowiadał mi, jak wygląda ta sprawa z punktu widzenia służby charytatywnej, prowadzonej w jego kościele. Ludzie w nią zaangażowani opracowali trzy zasady, które przekazują ludziom proszących ich o pieniądze lub jedzenie: 1) Jeśli chcesz coś od nas dostać, przepracuj najpierw godzinę lub dwie na rzecz kościoła lub służby. 2) Spotkaj się z kimś z liderów, aby porozmawiać o tym, jak możesz wyjść z trudnej sytuacji finansowej. 3) Przyjdź na chociaż jedno nabożeństwo.

Ramsey mówi, że ponad 95% osób, które prosiły o pieniądze, zrezygnowały z "nagabywania", kiedy przedstawiono im powyższe zasady. Może to stanowić dobry wskaźnik, kto naprawdę potrzebuje pomocy i jest gotowy na poważnie coś zmienić w swoim życiu."
Zdaję sobie sprawę, że sprawa dawania pieniędzy ludziom proszącym o nie na ulicach nie jest prosta i jednoznaczna. Zgadzam się jednak z tymi, którzy twierdzą, że w takich sytuacjach musimy w szczególny sposób wykazać się mądrością.

Warto się o podobne sytuacje zacząć modlić już teraz.

Boanerges


Ciekawe, że tak dobrze pamiętamy, że Jezus zmienił imię Szymona Apostoła na Kefas (gr. skała), a jakoś niewielu z nas chyba zdaje sobię sprawę, że synowie Zebedeusza, czyli Apostołowie Jan i Jakub również otrzymali od Boga nowe imię.

Ew. Marka 3:17 podaje, że Jezus powołując Jana i Jakuba dał im obojgu imię Boanerges (gr. synowie gromu). Przyznam, że umknęła mi wcześniej ta informacja. Nawet najprostsze komentarze biblijne mówią o tym, że w ten sposób Pan odzwierciedlił ich gwałtowny charakter. Co zresztą w stu procentach się potwierdziło, kiedy Jan i Jakub gniewnie zareagowali na to, że Jezusa nie przyjęto w jednej z samarytańskich wiosek (Łuk. 9:54). Zgodnie z własnym charakterem, zaproponowali wtedy, że ściągną ogień z nieba, który pochłonie mieszkańców tej wioski!

Jaka trafna ocena ludzkiej natury ze strony Jezusa, prawda?

Dlaczego jednak o tym piszę na misyjnym, bądź co bądź, blogu? Otóż dlatego, że jestem głęboko przekonany, że Bóg doskonale zna naturę każdego z nas. Stworzył nas przecież i odkupił. Kiedy zatem będziemy podejmować pierwsze decyzje na temat składów poszczególnych grup misyjnych, chcę czynić to z wiarą, że Bóg doskonale wie, kto ma kiedy i gdzie pojechać. W jakim czasie i do jakiej grupy masz dotrzeć, żeby wykonać pracę, którą Bóg już wcześniej dla nas przygotował (Ef. 2:10).

Popatrz na przygotowania z perspektywy braci Boanerges, a nie będziesz zestresowany, ani spięty. Bóg zna Ciebie najlepiej - i doskonale wie, gdzie ma Ciebie wyprawić. Możesz być pewien, że jeśli podążasz za Bożymi planami na poważnie, na Twoim miejscu na misji w Wielkiej Brytanii nie znajdzie się nikt inny.

To o który wyjazd zabiegasz przed Bogiem? :) Do Newton-Aycliffe w terminie 16-23 lipca br, czy do Doncaster (tydzień w sierpniu, data jeszcze do ustalenia)? Nie poddaj się bez walki, synu lub córko gromu :).

Etykiety:

czwartek, maja 03, 2007

Data wyjazdu do Newton Aycliffe


Właśnie otrzymałem informację zwrotną od Stewarta Browna, że chętnie nas przyjmą w Newton Aycliffe

w dn. 16-23 lipca, br

To właśnie jest oficjalna data naszego pierwszego wyjazdu! Będziemy podróżować samolotem z Warszawy do Durham on Tees, miejscowości, która znajduje się w bezpośredniej bliskości Newton Aycliffe. Stamtąd nasi gospodarze odbiorą nas już minibusami. Do Warszawy najprawdopodobniej dostaniemy się samochodami osobowymi, bo koszt dotarcia, w przeliczeniu na np. 4 osoby w samochodzie, będzie wtedy najmniejszy.

I jeszcze jedna dobra wiadomość: bilety na tej trasie są obecnie (ze wszystkimi podatkami i opłatami) w rewelacyjnej cenie 387 pln za osobę (w obie strony)! Wiem, bo po krótkiej dopołudniowej konsultacji zrobiłem dzisiaj rezerwację na pięć biletów w tej właśnie cenie. Oznacza to, że Marek i Kasia, a także Leonard i Ola pojadą na misję już na pewno! Pozostałe zachęcone do tego akurat wyjazdu osoby mogą albo rezerwować bilety samodzielnie już teraz (o ile finanse na to pozwalają), albo poczekać do uzgodnionej przez nas daty 15 czerwca br., żeby dokonać wspólnej rezerwacji grupowej.

Niestety nikt w Wizzair nie jest w stanie powiedzieć, jak czekanie do 15 czerwca wpłynie na ceny biletów - w związku z tym, dla bezpieczeństwa, nadal starajmy się uzbierać wymagane 600 pln na wyjazd. Jeśli będzie taniej - dobra nasza!

Etykiety: ,

wtorek, maja 01, 2007

Po drugim spotkaniu małej grup misyjnej

Jestem bardzo zachęcony naszym drugim spotkaniem małej grupy misyjnej, które odbyło się w niedzielę po południu. Jeszcze raz, tą drogą, dziękuję tym, którzy się pojawili na spotkaniu, a nie było nas wcale mało: dwie Asie, Monika, Kasia, brat Leonard, Wojtek, Marek, Piotr K i ja - jak by nie liczyć: dziewięć osób :).

Naszym głównym celem była burza mózgów na temat oczekiwań związanych z tegorocznymi wyjazdami misyjnymi do Wielkiej Brytanii. Wypisaliśmy na flipcharcie kilkanaście pomysłów (powinienem zrobić zdjęcie kartki i załączyć je tutaj), tego jak sprawić frajdę naszym rodakom, a jednocześnie mieć okazję opowiedzieć im, co Bóg czyni w naszym życiu. Jestem przekonany, że dużą część z nich włączymy do naszego "programu" wyjazdu. Bardzo zachęcające dla mnie osobiście było to, że wszyscy chętnie włączali się w dyskusję i wstępną ocenę tych pomysłów.

Podjęliśmy również dwie decyzje: ze względu na bardzo zbliżone koszty wyjazdu (przy nieporównywalnie wyższym komforcie i krótszym czasie), zdecydowaliśmy, że w tym roku polecimy na misję samolotem (jest kilka opcji dolotu tanimi liniami, w zależności od ostatecznych terminów). W ten sposób pojawiła się również suma, którą każdy uczestnik musi uzbierać na przelot. Chodzi o 600 pln. Tyle każdy z nas musi uzbierać do 15 czerwca br, kiedy to przelejemy środki na wspólne konto i dokonamy rezerwacji biletów.

Nie mam jeszcze ostatecznych terminów (maile między Gdańskiem a Anglią krążą właśnie w tej sprawie), ale planujemy, żeby wyjazd do Newton-Aycliffe odbył się w lipcu, a wyjazd do Doncaster w sierpniu br. Oba wyjazdy będą tygodniowe. Bliższe terminy, zgodnie z obietnicą ze spotkania, postaram się podać jeszcze w tym tygodniu (w zależności od odpowiedzi z Anglii).

Wszystkich, którzy zastanawiają się nad dołączeniem do nas (nie tylko z Gdańska!), proszę o modlitwę i post w tej sprawie. Szukajmy Bożych planów dla naszego życia, starajmy się usłyszeć Boży głos, który być może szepcze właśnie ważne sprawy do Twojego i mojego ucha.

PS. Kolejne spotkanie małej grupy misyjnej odbędzie się dopiero w niedzielę 13 maja (wcześniej nie ma mnie w Polsce z powodów zawodowych).