piątek, lutego 29, 2008

A w Lisburn pod Belfastem...

Przyznam, że kiedy dzisiaj nad ranem google'ałem sobie po internecie, szukając tego, co pojawia się przy wpisaniu hasła "polscy chrześcijanie w Irlandii" nie wiedziałem, że natknę się nie tylko na artykuł, który zamieszczam poniżej, ale również na stronę Polskiego Kościoła Misyjnego.

Spotyka się on w Lisburn pod Belfastem w Irlandii Płn., i jest, jak mi się wydaje, nieco podobny w historii swojego powstania, obecnej formie i celach do Polskojęzycznego Kościoła Chrześcijańskiego w Edynburgu w Szkocji, który odwiedziłem w przyszły weekend.

Niesamowite - czyli mamy conajmniej trzy (bo jeszcze w Dublinie) społeczności polskich ewangelicznych chrześcijan na Wyspach! Chyba, że jeszcze ktoś, kto tutaj zagląda, poinformuje mnie o tym co dzieje się tam, gdzie zbierają się polscy chrześcijanie w UK? :)

A teraz artykuł - przeklejam go tutaj z podaniem źródła, bo nie jestem pewien, jak długo będzie wisiał w necie pod pierwotnym adresem. Poczytajcie - naprawdę warto. A jeżeli jesteście w Belfaście lub okolicach, nawet przejazdem - odwiedźcie PMC!

******************
Polish Mission Church, polski zbór w Irlandii Północnej Drukuj E-mail
Autor: Kamila Podsiadły
Co ich wszystkich łączy? Wszyscy znaleźli się w Irlandii Północnej i wszyscy zapragnęli rozpocząć tam służbę ewangelizacji wśród rodaków

Nazywają siebie chrześcijanami
Łukasz jest kierowcą vana. Szczepan pracuje w biurze pośrednictwa nieruchomościami, a jego żona Kamila pracuje w szkole. Przemek jest grafikiem komputerowym w chrześcijańskim studiu telewizyjnym w Belfascie, a Krzyś spawaczem. Mariusz pracuje w domu starców, a Kasia wychowuje z mężem Sławkiem czwórkę dzieci. Pochodzą z różnych miast Polski, a nawet z różnych Kościołów. W ich szeregach są baptyści, zielonoświątkowcy, wierni z Kościoła Ewangelicznych Chrześcijan, a ostatnio nawet nawrócił się świadek Jehowy. Co ich wszystkich łączy? Wszyscy znaleźli się w Irlandii Północnej i wszyscy zapragnęli rozpocząć tam służbę ewangelizacji wśród rodaków. Najpierw spotykali się na grupkach domowych i poznawali innych wierzących, którzy również wyjechali „za chlebem”. Wspólne modlitwy, studiowanie Biblii i uwielbienie we własnym gronie przestały im już wystarczać. Marzyli o tym, by wyjść z Ewangelią do rodaków na emigracji. I tak we wrześniu ubiegłego roku powstał w miasteczku Lisburn pod Belfastem pierwszy polskojęzyczny zbór w Irlandii o nazwie Polish Mission Church, założony przez grupę rozkochanych w Bogu młodych liderów z Polski. Ze względu na polityczne i pejoratywne zabarwienie słowa „protestantyzm” w Irlandii Północnej nie chcą nazywać siebie protestantami. Nazywają siebie chrześcijanami.

Pierwsze kroki
To na pewno kościół nieszablonowy. Można tam spotkać baptystę, zielonoświątkowca, byłego świadka Jehowy, katolika; wypić herbatę z wybitnym znawcą Starego Testamentu, w tygodniu przyjść na mecz piłki nożnej. Mowa tu o zborze założonym przez młodych ludzi, który pragnie zwiastować Słowo Boże i miłość Jezusa w uczynkach. Dlaczego młody? Średnia wieku starszych zboru to 27 lat, a kościół istnieje zaledwnie rok.
Zaczęło się od tego, że trzech chłopaków przyjechało do pracy z rozdartymi sercami, ponieważ opuścili swoje kościoły i służby w Polsce. Bez wsparcia rodzin i przyjaciół czuli się osamotnieni w nowym otoczeniu. Wierzyli jednak, że Pan Bóg ma tam dla nich swój plan. Nie chcąc się poddawać ani zniechęcać, regularnie modlili się razem o to, by móc być używanymi przez Boga. Pragnęli być wierni w małym i krok po kroku chodzić w posłuszeństwie. Pan zaskoczył ich swym cudownym prowadzeniem i błogosławieństwem, dzięki któremu zbór ciągle wzrasta.

Ewangelizacja i koszykówka
Obecnie co dwa tygodnie spotykają się na niedzielne nabożeństwa w kaplicy zaprzyjaźnionego zboru irlandzkiego, a grupki domowe odbywają sie już w paru różnych miejscach wyspy. Powstała muzyczna grupa uwielbieniowa „Free to be”, która po pierwszym występie na antenie chrześcijańskiej telewizji, często jest zapraszana do prowadzenia uwielbienia lub grania chrześcijańskich koncertów w innych zborach. Niedawno zespół ten został zaproszony do dania koncertu w kościele katolickim. Zbór organizuje liczne spotkania integracyjne i wycieczki. Wigilia przy wspólnym stole, Sylwester, nawet kultywowanie polskości w postaci zabaw na Śmigus-Dyngus, a ostatnio integracyjny piknik majowy dla Polaków i Irlandczyków – liderzy starają się jak mogą, by pogłębiać relacje między ludźmi w kościele. Każdy pretekst, każda okazja jest również sposobnością do tego, by otwierać się na nowe osoby, przyciągać je ciekawymi pomysłami, a przy tym zwiastować im Dobrą Nowinę. Na obczyźnie, o dziwo, Polacy są o wiele bardziej otwarci na słuchanie Ewangelii. Po pierwsze jest to spowodowane tym, że są tam skonfrontowani z protestantyzmem jako zjawiskiem społecznie akceptowanym. Nikt nie nazywa już tam innych wyznań „sektami”, wręcz przeciwnie, wszelka podejrzliwość ustępuje miejsca ciekawości i chęci zapoznania się z nieznanym. Po drugie Polish Mission Church jest dla Polaków formą identyfikowania się z własną narodowością. Tu mogą posłuchać kazań w języku polskim, uczestniczyć w życiu towarzyskim i nawiązywać nowe przyjaźnie, a w weekendy pograć w koszykówkę. To właśnie poprzez relacje najwięcej osób decyduje się na świadome oddanie życia Chrystusowi. Obserwowanie wierzących w różnych okolicznościach oraz spotykanie się z nimi kilka razy w tygodniu sprawia, że ludzie pragną oddać swe życie Bogu, bo dostrzegają ogromną pustkę, którą tylko On może wypełnić. Darek właśnie tak się nawrócił, ponieważ przebywając często z wierzącymi ze zboru zapragnął żyć takim życiem, jak oni żyją. Zdarzyło się już też wiele cudownych sytuacji zaaranżowanych przez Pana Boga, gdy ludzie sami przychodzili, by usłyszeć więcej o Bogu, bo gorąco pragnęli się nawrócić, gdy dzwonili po pomoc duchową i oddawali życie Bogu. Członkowie PMC stosują nieszablonowe metody ewangelizacji. Jacek został pozyskany dla Kościoła przez to, że gdy wychodził z dyskoteki, czekał tam Przemek z herbatą i ciepłym słowem. Łukasz głosi Ewangelię przy przywożeniu ludziom mebli. To piękne, że wyjeżdżając w poszukiwaniu nowej pracy ludzie ci mogą odnaleźć nowe życie. Wierzący Polacy mają wsparcie i przychylność irlandzkich braci i sióstr, którzy są bardzo otwarci na współpracę z polskojęzycznym kościołem. PMC współpracuje również z organizacjami polonijnymi.

Członkowie Polish Mission Church pragną, by ich zbór był „Rodziną, Szpitalem i Armią”. Szpital to miejsce, gdzie każdy może przyjść ze swoimi ranami i chorobami, by szukać uzdrowienia i uleczenia. Wiemy, że nie ma ludzi, którzy nie potrzebowaliby w jakimś stopniu pomocy. Bóg w szczególny sposób chce używać do tego swojego Kościoła i siły wspólnej modlitwy, zachęcania się i budowania, duchowej walki o siebie nawzajem. To On nas uwalnia i leczy, pragnie, byśmy jako Jego dzieci, usługując sobie poprzez wzajemną miłość i troskę doświadczali uzdrowienia naszych ran. Jako wierzący ludzie jesteśmy również Bożą Armią, która walczy o życie ludzi wokół, pragnąc przyprowadzić ich do Tego, który może im dać odkupienie, zbawienie i życie wieczne. Bycie w Bożej Armii wymaga poświęcenia, czasu i oddania się do całkowitej dyspozycji Boga oraz gotowości do przyjmowania Jego rozkazów. Polish Mission Church chce również stworzyć prawdziwą Bożą Rodzinę, ponieważ jego członkowie pragną, by łączyły ich głębokie, autentyczne relacje. Jako że liderzy zboru mieszkają blisko siebie, przebywają ze sobą na co dzień, pielęgnując w ten sposób swoje relacje oraz budując jedność między sobą poszukują wspólnie Bożego prowadzenia i Jego kierunku dla zboru. Wspólnota ta to nie tylko bracia i siostry, to w tym przypadku po prostu najbliżsi przyjaciele. Razem przygotowują nauczanie i modlą się o Bożą wizję na każde nabożeństwo, przygotowują pieśni na uwielbienie. Razem jedzą posiłki, robią zakupy i grają w koszykówkę. Ja sama, podczas kilku moich tam odwiedzin, osobiście doświadczyłam tego, jak mocne są więzy ich przyjaźni. Przekonałam się również o tym, z jakim entuzjazmem starają się wykorzystać każdą okazję, by dotrzeć z Ewangelią do napotykanych Polaków. Sama wyczekuję dnia, gdy już na stałe stanę się częścią tej rodziny i wraz z moim ukochanym, już wtedy mężem, będę służyć w tym jeszcze nielicznym, ale wiernym Bogu i oddanym Mu kościele. Wierzę, że gdyby Pan Jezus przyszedł dziś, mógłby powiedzieć do tego zboru: Znam uczynki twoje, oto sprawiłem, że przed tobą otwarte drzwi, których nikt nie może zamknąć; bo choć niewielką masz moc, jednak zachowałeś moje Słowo i nie zaparłeś się mojego imienia (Obj 3:8).


Przemek Feliga, kaznodzieja i członek Rady Starszych w PMC

Czym dla mnie jest PMC?
To grupa osób, która dzięki Bożemu „zbiegowi okoliczności” znalazła się w tym samym miejscu i czasie. Bóg w swym niezwykle dla nas ekscytującym planie zebrał w jednym miejscu ogromny duchowy potencjał i kreatywność, z czego stworzył kościół, o jakim zawsze marzyłem: pełen serc chętnych do służby, pragnących wprowadzać Jezusa w życie innych ludzi i szukających przede wszystkim Królestwa Bożego. Wierzę, że Bóg ma niezwykły plan dla tego kościoła, o którym aż boję się myśleć, gdy patrzę na to wszystko, co wydarzyło się do tej pory, a czego nigdy nie byłbym w stanie sobie wyobrazić, nawet w najśmielszych marzeniach.

Na jakim etapie jest PMC?
Myślę, że cały czas na etapie budowania i wzrostu. Szukania Bożej woli w życiu indywidualnym, jak i życiu całego ciała - kościoła. Wydaje mi sie, że na razie ciągle jesteśmy na etapie wczesnego dzieciństwa, gdzie uczymy się, co to znaczy chodzić razem w jedności jako jedno ciało, którego głową jest Chrystus.


Łukasz Nowicki, lider uwielbienia w PMC
Czym dla mnie jest PMC?
Biorąc pod uwagę niewielką liczbę czynnie działających chrześcijan w Północnej Irlandii, jest to grupa komandosów, która pod dowództwem Jezusa chce przeprowadzić masowe odbijanie jeńców na wyspie.

Największe wyzwanie życia w Irlandii?
Czas! Świat dorosłych, czyli ten, który teraz poznajemy, chce nas ograbić z czasu kontemplacji, modlitwy, refleksji, odpoczynku. Znalezienie odpowiednich proporcji na wszystko to prawdziwe wyzwanie i odpowiedzialność.


Kamila Cackowska, żona lidera PMC i nauczycielka w irlandzkiej szkole.

Na jakim etapie jest PMC?
To etap poznawania się. Chodzi mi o takie poznawanie, które powoduje otwarcie serc. Gdy serca się otwierają, przychodzi ufność. Gdy przychodzi ufność i czujesz obok siebie czyjąś obecność, wtedy potrzeba twojego bezpieczeństwa jest zaspokojona i wtedy ty możesz kogoś tym bezpieczeństwem obdarzyć.

Największe wyzwanie życia w Irlandii?
Trudno mi jest przestawić się na irlandzkie myślenie, by zawsze odpowiadać „OK”, kiedy ktoś się spyta: „How are you?”.

Etykiety: ,

czwartek, lutego 28, 2008

Co dobrego w Edynburgu (częśc 2)

Poniżej obiecane impresje z Wigilii 2007 zorganizowanej przez Polskojęzyczny Kościół Chrześcijański w Edynburgu:

Jeżeli mieszkasz w Edynburgu lub okolicach, wpadnij na nabożeństwo w każdą niedzielę o godz. 14:00, odbywające się w gościnnej kaplicy kościoła baptystycznego Abbey Hill przy 22 Elgin Terrace (kod EH7 5PB).

Jesteś tam zawsze mile widzianym gościem!

Etykiety:

wtorek, lutego 26, 2008

Co dobrego w Edynburgu? (cz.1)

Zanim zdam relację z mojego krótkiego weekendowego wypadu do Edynburga, pozwólcie, że przedstawię zdjęcia z tego, co już działo się wcześniej z inicjatywy Polskojęzycznego Kościoła Chrześcijańskiego w lecie i zimą ubiegłego roku.

Kościół ma za sobą conajmniej dwa duże wydarzenia: zdjęcia z letniej ewangelizacji na jednej z głównych ulic Edynburga, gdzie codziennie można spotkac wielu naszych rodaków znajdziecie poniżej:

Na zdjęciu powyżej: w czarnej koszulce jeden ze starszych kościoła: Marek.

Na zdjęciu powyżej: drugi z prawej: pastor Kościoła - Robert, pierwszy z prawej - jeden ze starszych: Arek.

Drugim sposobem zebrania przynajmniej części Polaków w Edynburgu była świąteczna Wigilia. Zdjęcia z tego wydarzenia wrzucę nieco później bo teraz jakoś blogger szaleje z fotkami...

Etykiety:

poniedziałek, lutego 25, 2008

Zobaczyc Edynburg i... zakochac sie w tym miescie :)

Właśnie wróciłem :).

Coś pięknego ten Edynburg - naprawdę można się zakochac w mieście, które ma wzgórza wpadające do morza. Coś jak Kapsztad Europy. Mniam :). Na szczęście mam zdjęcia, jakoś na dniach się podzielę.

Pięknie było również pod kątem rozmów o przyszłości pracy wśród Polaków w Szkocji. Robert, Marek, Arek, Rafał, dziewczyny - dzięki!

Etykiety:

piątek, lutego 22, 2008

Bez twardego dysku...

Taki jest właśnie powód (padnięcie twardego dysku w laptopie), dla którego nie będzie się można ze mną skontaktowac przez gg i skype'a w ciągu najbliższych kilku dni.

Pozostaje mail, który już znacie: nawyspy@yahoo.pl

Ciekawy to reset, jaki Bóg nam od czasu do czasu zapodaje również w życiu duchowym, co? Nie dalej, jak kilka dni temu otrzymałem Słowo, że nadchodzi czas, w którym mam szczególnie poszukiwac Boga. Niewiele wiedziałem o tym, że będzie to czas bez laptopa... Dla ułatwienia :).

OT: książki audio

Sporo poruszam się samochodem, a ponieważ nie jestem uzależniony od słuchania muzyki w każdym miejscu (właśnie oddałem córce mp-trójkę ;)), słucham głównie radia i kazań chrześcijańskich.

Ktoś podsunął mi pomysł zaopatrzenia się w książki w wersji audio. Moje pierwsze doświadczenia z nimi nie są zbyt szczególne, ale może trafiłem albo na mało "przenaszalne" do słuchania treści, albo (jak w przypadku "Olivera Twista") - nie mogę się pogodzić z reporterskim, a nie lektorskim, tonem głosu czytającego.

A Wy - macie jakieś (dobre) doświadczenia z książkami audio? Jakie polskie tytuły możecie polecić, bo "dobrze wyszły" w wersji czytanej?

środa, lutego 20, 2008

Wyjazd do Edynburga

Cieszę się, że wygląda na to, że już wkrótce odwiedzę Edynburg - chyba jedno z najpiękniejszych miast Wielkiej Brytanii, a konkretnie Szkocji. Jadę tam najbliższą niedzielę na zaproszenie polskiego kościoła chrześcijańskiego (link po prawej stronie w sekcji "Nasi przyjaciele"), który prężnie działa w tym mieście od jesieni ubiegłego roku.

Z tego co słyszałem, szacuje się, że w Edynburgu może być nawet ok. 50.000 naszych rodaków. Jak wielu z nich nie jest jeszcze naśladowcami Jezusa Chrystusa? No właśnie :).

Jestem przekonany, że będzie to dobry czas szukania Bożych planów dla Edynburga. Proszę Was o modlitwę za to miasto, chrześcijan i nową polską emigrację. Pamiętajmy również w modlitwie o Bogusi w Doncaster - potrzebuje tego.

Etykiety: ,

wtorek, lutego 19, 2008

Ktoś z Manchesteru?

Mam wrażenie, że od tygodnia-dwóch (może dłużej) czyta nas ktoś z Manchesteru. Wraca regularnie, zagląda raz dłużej, raz krócej.

Jeśli chcesz - możesz się jakoś ujawnić :). Lubimy tu gości :).

niedziela, lutego 17, 2008

Z kajetu Bogusi (3): Świąteczne spotkanie dla Pań

18 grudnia, 2007r. godz. 17.30. Tego dnia odbyło się świąteczne spotkanie, które zgromadziło kobiety różnych krajów, m.in. z Polski, Anglii, Afryki, Chorwacji... Wiele z nich przyszło z dziećmi. Miejscem naszego spotkania był: International City Church w Doncaster. Miejsce to wielokrotnie będzie pojawiać się w moich kajetowych zapiskach, opowiem kiedyś o nim wiecej :).

Panie były odświętnie ubrane, uśmiechnięte, zrelaksowane. Od samego początku wszystkim udzielił się przyjazny nastrój. Na świątecznym stole pojawiły się przygotowane wcześniej potrawy,tj. bigos, ryba, krokiety, czerwony barszcz, piernik... Razem z Karoliną przywitałyśmy nasze drogie Panie, przedstawiłyśmy
program wieczoru. Rozdano opłatek i zachęciłyśmy do składania sobie życzeń. Kobiety z różnych krajów mogły poznać tę ciekawą, polską tradycję.

Stworzyłyśmy też kilka kącików dla naszych najmłodszych uczestnikow, tj. malowanie twarzy, dekoracje z masy solnej. I tu podziękowania dla Gosi, która jest już ekspertem w tej dziedzinie :). Patrząc na roześmiane buźki dzieci i dzieła, które tworzyły, było się pewnym, że bawią się znakomicie. Czas naszego spotkania mijał nam tak szybko...


Było coś szczególnego podczas tego wieczoru, coś co zwróciło nie tylko moja uwagę: chodzi o BOŻĄ I RODZINNĄ ATMOSFERĘ. Jakbyśmy znały się ze sobą od lat.
Miło było popatrzeć jak dziewczyny wymieniały się numerami telefonów, e-mailami.I zobaczyłam, że to naprawdę ma sens, że warto gromadzić ludzi na jednym miejscu, gdzie w Bożej atmosferze mogą odbierać zachętę.

Każda z Pań otrzymała prezent przy wyjsciu: małe, złote pudełeczko, a w nim kilka cennych złotych myśli i werset biblijny: "CZEGO OKO NIE WIDZIAŁO I UCHO NIE SŁYSZAŁO, TO PRZYGOTOWAŁ BÓG TYM, KTÓRZY GO MIŁUJĄ". Bo właśnie to chciałam przekazać zaproszonym kobietom, że każda z nich jest cenna wyjątkowa! Takie myśli ma o nas wszystkich Bog, który: "TAK UMIŁOWAŁ ŚWIAT, ŻE SYNA SWEGO JEDNORODZONEGO DAŁ, ABY KAŻDY, KTO W NIEGO WIERZY NIE ZGINĄŁ, ALE MIAL ŻYCIE WIECZNE" (Ew.Jana 3,16).

Etykiety:

piątek, lutego 15, 2008

Przed wyjazdem nr. 5

Już za jakieś dwa-trzy tygodnie będziemy zaczynać spotkania przygotowujące do wyjazdu misyjnego nr.5 - po raz trzeci do Doncaster. O tym co się dzieje w Doncaster wśród społeczności polskiej piszemy w miarę na bieżąco w Kajecie Bogusi (odcinek pierwszy, odcinek drugi), ja natomiast mam kilka zbiorczych informacji na temat przygotowań do tego wyjazdu od strony gdańsko-polskiej ;).

Po pierwsze, niniejszym rozpoczynam rekrutację chętnych na wyjazd.

Data jest już ustalona: 30 kwietnia (środa) - 5 maja (poniedziałek)
.

Sprawdzałem ceny biletów na dzisiaj i cena podstawowa (bez opłat manipulacyjnych) wynosi 218 pln, więc chyba przystępnie. Ale wolałbym, abyście się samymi cenami nie sugerowali :). Chciałbym, aby po raz kolejny powstała grupa ludzi, którzy mają powołanie i przekonanie do tego właśnie wyjazdu, do tego miejsca i do tego czasu. A takie rzeczy najlepiej ustalić w modlitwie przed Bogiem.

Pod drugie, Wizzair zmienił niedawno godziny lotów na trasie Gdańsk-Doncaster-Gdańsk. Teraz wygląda to w ten sposób:

wylot z Gdańska w środę o godz. 20:25 - co może dla kogoś oznaczać, że nie będzie musiał brać jednego dodatkowego dnia urlopu z pracy;

powrót do Gdańska w nocy z poniedziałku na wtorek o 01:20! - co jeśli potraficie spać na pokładzie może oznaczać, że nie trzeba będzie brać kolejnego dnia urlopu.

Odnośnie "zapisów" chętnych na wyjazd - od razu dodam, że samo zgłoszenie chęci wyjazdu NIE JEST równoznaczne z zakwalifikowaniem na wyjazd (zasady podam na spotkaniach przygotowujących)! Dlatego wielka prośba, żeby nie kupować sobie biletów bez konsultacji ze mną :). Są trzy sposoby "zapisania się" na ten wyjazd: osobiście, przez adres mailowy misji (nawyspy@yahoo.pl) oraz poprzez wpisanie się w sekcji komentarzy do TEGO posta.

Spotkania przygotowujące będą się odbywały w znacznej mierze albo w środy w czasie drugiej części nabożeństwa (od godz. 19:00) albo w piątki ok. godz. 19:00 w kancelarii przy kaplicy w trybie jedno spotkanie w tygodniu. Sporadycznie zostawiam sobie możliwość zorganizowania spotkania w niedzielę po południu, ale ze względu na dobro życia rodzinnego wolałbym, żeby tym razem był to wyjątek od reguły.

W przypadku pytań nieodmiennie pozostaję do Waszej dyspozycji :).

Etykiety:

czwartek, lutego 14, 2008

150 osób w samych okolicach Newcastle?


Właśnie się dowiedziałem (z pierwszej ręki), że w samych tylko okolicach Newcastle jest prawdopodobnie ok. 150 Polaków, którzy są ewangelicznymi chrześcijanami! Toż to niezły kościół można by stworzyć, gdyby zebrać wszystkich na jednym miejscu :).

Mam namiary do jednej takiej osoby, więc może dowiem się więcej na ten temat, ale jeśli czytasz te słowa i możesz się zaliczyć do wspomnianej grupy - odezwij się proszę. Albo mailowo (nawyspy@yahoo.pl), albo w sekcji komentarzy pod tym postem.

niedziela, lutego 10, 2008

Misja PolAND British Isles rozwija skrzydła


Pozwólcie na jednego posta z małymi reminiscencjami, dobrze?

Kiedy pod koniec lata 2006 Bóg pierwszy raz przemówił do mnie na temat rozpoczęcia pracy misyjnej wśród Polaków w Wielkiej Brytanii, nie wiedziałem czego się spodziewać i w jakim tempie ta praca będzie się rozwijała. Mówiąc szczerze, nie wiedziałem czy będzie się w ogóle rozwijała :).

Przewijam do przodu: jest luty 2008. Dzięki łasce Bożej do dzisiaj byliśmy już w Doncaster dwa razy i w Newton Aycliffe dwa razy. Nasze plany na ten rok, oprócz dwóch powyższych miast, obejmują też Enniskillen w Irlandii Północnej, a może i również Birmingham/Wolverhampton w Anglii i Edynburg w Szkocji. Nie wiem, nie mam jeszcze pewności, ale modlę się o te miejscowości.

Mam też pytanie do Was, drodzy Polacy ostatnio mieszkający na Wyspach Brytyjskich ;). Jeśli czytasz tego bloga i wiesz mniej więcej czym się zajmujemy i jak wyglądają nasze Tygodnie Polskie (odsyłam do filmików), czy możesz napisać tutaj, skąd jesteś i czy zorganizowanie czegoś podobnego w Twojej okolicy miałoby sens?

Będę wdzięczny za wszelkie komentarze na ten temat :).

sobota, lutego 09, 2008

Wywiad z Markiem Cahillem

Kilka dni temu, kiedy pisałem o książkach, które właśnie czytam wspominałem m.in. o Marku Cahillu i jego "Jednej rzeczy, której nie możesz robić w niebie". To, jak wskazuje sam tytuł, książka o tym, jak my chrześcijanie możemy się dzielić Bożym pragnieniem z innymi ludźmi. Jak wiemy, podstawowym Boże pragnieniem jest, aby każdy człowiek doszedł do osobistego poznania Jego Syna Jezusa Chrystusa i całym sercem zaczął Go naśladować.

Właśnie znalazłem krótki wywiad z Markiem, który wyjaśnia dlaczego poświęcił całe życie na zwiastowanie Ewangelii. Na szczęście dodaje również dlaczego Ty i ja powinniśmy również to robić :).

Wersja angielska, ale wydaje mi się, że przy średniej znajomości języka powinniśmy sobie poradzić ze zrozumieniem.

piątek, lutego 08, 2008

Misty Edwards, jeszcze raz

Wybaczcie prywatę, bo Misty i zespół z International House of Prayer w Kansas City, Missouri szybko podbili moje serce. Więc wstawiam utwór "You won't relent" ponownie. Tym razem w wykonaniu "domowym" w sali, gdzie przez 24 godziny na dobę prowadzona jest modlitwa i uwielbienie Boga - w IHOP.

Etykiety:

czwartek, lutego 07, 2008

"Przełomowy" weekend w Newton Aycliffe?


Jak być może pamiętacie od grudnia ub.r. wraz z przywódcami ewangelicznego kościoła Xcel Church w Newton Aycliffe szukamy właściwej osoby, która przeprowadziłaby się tam na dłuższy czas (rok?) i kontynuowała rozpoczętą przez nas pracę wśród Polaków.

I oto zgłosiła się pewna osoba! :)

Już najbliższy weekend spędzi właśnie w Newton Aycliffe, aby "poznawać i dać się poznać" XCel Church i ludziom, którzy go tworzą. Będzie okazja poznać okolicę miasteczka, a może nawet i zamienić dwa słowa z przygodnie spotkanymi Polakami?

Módlmy się o to, żeby Bóg był w tym wszystkim i Jego wola wykonała się dla Newton Aycliffe :).

Etykiety:

środa, lutego 06, 2008

Polski Belfast


Podziękowania dla Irka za wskazanie mi kolejnej strony nowej polskiej emigracji - tym razem w Belfaście w Irlandii Północnej.

Polski Belfast, bo tak się nazywa, ma również całkiem fajnie rozbudowane forum - kopalnię wszelkich informacji i opinii. Zapraszam!

Etykiety:

wtorek, lutego 05, 2008

Recenzje książek

Sporo ostatnio czytam - mam wrażenie, jak bym ostatnio przyśpieszył tempo. To dobrze, bo lubię czytać :). Przez ostatnie kilka lat rozwinąłem w sobie barbarzyński dla niektórych czytelników nawyk czytania 2-3 książek naraz.

Oto co czytam w tym tygodniu przykładowo:

"Passage to India" (w polskim przekładzie zdaje się tytuł oddano jako "Droga do Indii") E.M. Forstera to epicka opowieść o zetknięciu się wszystkiego co kolonialnie brytyjskie z wszystkim (ludźmi, krajobrazem, kulturą, obyczajami, barierami) co hinduskie, umiejętnie wpleciona w opowieść o przeszkodach transgranicznej (również metaforycznie) przyjaźni.

Pamiętam, że *notatki* do tej książki (której jeszcze wtedy nie przeczytałem) zafascynowały mnie już na studiach. Jeśli ktoś sobie życzy spróbować przed przeczytaniem, zapraszam tutaj.

Z kolei "Gilead" Marilynne Robinson "poleciła" mi wirtualnie jedna z najmilszych osób, których nie znam osobiście - chrześcijańska edytorka książek ze stanu Kolorado w USA, Rachelle Gardner. Jeśli czytacie po angielsku, zachęcam do zapoznania się z treścią jej bloga. Wzrusza, rozbawia, wyjaśnia - a przede wszystkim jest miejscem do którego chętnie się wraca, jak dom przyjaciół.

A sama książka? Ponieważ jestem dopiero w 1/3 pozwolę sobie przytoczyć kilka słow komentarza, autorstwa jednego z czytelników Merlina. Damian Kopeć pisze tak:

"W przyspieszonym rytmie współczesnego życia warto czasami zwolnić, choćby na moment. Warto przystanąć i zatrzymać się na chwilę, by dojrzeć to, czego w biegu nie jesteśmy w stanie zobaczyć. Siebie, bez zadyszki i rozwianych włosów. Życie, ciche i niewidoczne, które nie wymaga od Ciebie wiele. Jedynie tego, żebyś uważał, aby go nie zdeptać. Bohater książki, pastor John Ames, coraz częściej patrzy już nie w przyszłość, ale za siebie, w przeszłość. Mając siedemdziesiąt sześć lat, czując oddech wyniszczającej go choroby i śmierci, próbuje podsumować to, co przeżył. Posegregować, uporządkować, ocenić, wybrać to, co wartościowe. Dla niego i dla najbliższych, a szczególnie dla małego siedmioletniego synka."

"Leniwy nurt tej prozy niepostrzeżenie wciąga. W rozmyślania o miłości i przyjaźni. O istocie modlitwy, o dobroci i nienawiści. O prawie do bycia sobą, bycia wolnym. W rozmyślania o tym jak żyć, jak cieszyć się, jak przeżywać gorycz, jak chwytać w ręce każdą chwilę. Dla mnie ważne jest to, że ta książka jest nie tylko mądra dystansem wobec codzienności, zamyśleniem i szeroką perspektywą widzenia, ale po prostu piękna. Dobrze napisana. Takich ciepłych, pogodnych, budzących pokój serca słów tak bardzo nam potrzeba w dzisiejszym świecie."

Natomiast książką, która wywiera na mnie szczególnie duże wrażenie ostatnio jest "Jedna rzecz, której nie możesz robić w niebie" Marka Cahilla. Ten nadal młody wiekiem ewangelista pisze o sposobach, w jakie każdy chrześcijanin może zacząć mówić innym ludziom o Jezusie Chrystusie. W jakże odświeżający spsoób pisze!

Jeden cytat, który stał się dla mnie cytatem tygodnia:

"Powodem, dla którego niektórzy chrześcijanie nie dzielą się swoją wiarą w Jezusa z innymi ludźmi jest to, że po prostu nie mają wiary, którą by się mogli z innymi podzielić".

Mocne, co? :)

Książka jest do nabycia (z tego co wiem, wysyłają również zagranicę) w wydawnictwie W Wyłomie.

Etykiety:

sobota, lutego 02, 2008

Doncaster, 16-21 stycznia, 2008 (film)

Etykiety:

OT: siła modlitwy wśród dzieci w Kenii

Wczoraj natknąłem się na ten krótki artykuł (niestety w jęz. angielskim) mówiący o tym, jak przez niezwykłą modlitwę małe dzieci w Kenii zmieniają sytuację polityczną (krwawe zamieszki po ostatnich wyborach prezydenckich). Warto przeczytać całość, bo łza się w oku kręci. Tutaj jedynie niewielki wycinek:

"Inside the church, it's wall-to-wall children. "My heart overflows with emotion as I hear a sound even more precious than laughter -- a child's sweet, innocent prayer."

"Father, our country is in trouble. We pray for peace to come," an 11-year-old boy prays. "Protect us, Father. Teach people to love one another and not to fight anymore."

For the last two weeks, Sprenkle says, children in this small slum area have gathered to pray for their country. "The church's pastor says the children started gathering on their own, so he let them in the church. The daily prayer meeting now attracts more than 200 children ranging in age from three to 17."

Poświęć(my) dzisiaj chwilkę czasu, aby dołączyć do tych modlitw. Niech ludzie w Kenii przestaną ginąć z ręki współbraci. Nie bez powodu, Biblia powiada, że "musimy stać się jak dzieci" - m.in. w pełnej ufności modlitwie.