wtorek, lipca 31, 2007

Reportaż z wyjazdu do Newton Aycliffe, niedziela 22 lipca

Niedziela to nasz dzień społeczności z Bogiem i ludźmi oraz zasłużonego wypoczynku. Zobaczcie jak nam minęła:

Powyżej: na niedzielnym porannym nabożeństwie - po lewej Chezz i Louise Cherrie - liderzy młodzieżowi Aycliffe CLC.

Powyżej: czas uwielbienia Boga.

Powyżej: smaczny obiadek w dobrym towarzystwie - tym razem to my jesteśmy goszczeni przez gospodarzy Aycliffe CLC.

Powyżej: zawiązują się dobre znajomości: Chezz i Robert :).

Powyżej: na tle katedry w Durham - chwila odpoczynku na świeżym powietrzu.

Powyżej: Niedzielne wieczorne nabożeństwo w Aycliffe CLC: Marek opowiada o wrażeniach naszych rodaków z Tygodnia Polskiego, Kasia śpiewa (pięknie!) hebrajskie pieśni, a ja dzielę się fragmentem biblijnym z 1 Kor. 9, 19-23 w ramach niedzielnego kazania.

Etykiety: , ,

Reportaż z wyjazdu do Newton Aycliffe, sobota, 21 lipca

Nasz sztandarowy dzień, czyli zwieńczenie Tygodnia Polskiego, składające się z uczty z polskim jedzeniem oraz oficjalnego meczu międzypaństwowego: Polska-Anglia. W międzyczasie wiele dobrych rozmów z naszymi rodakami, jako, że łącznie odwiedziło nas około trzydziestu osób. W tym trzech dzielnych chłopaków z Newcastle, związanych bądź zbliżonych do polskiej organizacji NEPCO.

Jeszcze raz serdecznie dziękujemy sklepowi polskiemu w Darlington i p. Czarkowi za zapewnienie na czas smacznego jedzonka z Polski. Zaserwowowaliśmy naszym gościom żur biały z białą kiełbasą i polskim chlebem, bigos oraz polskie kiełbaski z grilla. Palce lizać! Nawet Anglicy, którzy nie byli wstępnie zachwyceni perspektywą spróbowania czegoś co "przecież jest zepsute" (kapusta kiszona), jedli aż im się uszy trzęsły!

Popatrzcie zresztą sami:

Powyżej: jak widać - wszystko gotowe, za chwilę pojawią się pierwsi goście.

A teraz mały konkurs: jeśli ktoś SIEBIE rozpoznaje na zdjęciach (poza załogą "Damy radę!"), niech da znać wpisem w komentarzach!

Natomiast zdjęcia z meczu piłkarskiego mam od zaprzyjaźnionego Anglika w wersji papierowej. Postaram się je jutro zeskanować i wrzucić. Razem z historią tego dramatycznego widowiska :).

Etykiety: , ,

Reportaż z wyjazdu do Newton Aycliffe, piątek 20 lipca

Piątek to nasz ostatni dzień przygotowań przed Wielką Sobotnią Ucztą z polskim jedzeniem:

Powyżej: do południa głównie przygotowywaliśmy jedzenie i roznosiliśmy zaproszenia na akcje społeczną CLC w sierpniu. Na zdjęciach tego nie widać, ale zarówno żur biały (po lewej), jak i bigos (prawa strona) były smakowite, że palce lizać. Wielkie brawa dla Asi B. i cioci Oli!

Powyżej: Wieczór zakończyliśmy na spotkaniu młodzieżowym w CLC. Była również z nami Aneta. Było głośno... ale nie ZA głośno :)).

Etykiety: , ,

Reportaż z wyjazdu do Newton Aycliffe, czwartek 19 lipca

Czas na nasze czwartkowe dokonania (19 lipca):

Powyżej: wyjaśniam plastycznie na czym będzie polegała natura naszej pracy, podczas gdy Justyna i Ala (za moim prawym ramieniem) najwyraźniej szukają jeszcze wczorajszego dnia... ;).

Powyżej: Po wypieleniu chwastów i przesypaniu dotychczasowej warstwy kamyków, Leonard i Michael rozkłają nowe.

Powyżej: właścicielka domu wygląda na zadowoloną. Obok Christine Brown - żona Stewarta, naszego "punktu kontaktowego".

Powyżej: w czwartek mieliśmy trochę czasu po południu na zwiedzanie. Pojechaliśmy zatem obejrzeć miasteczko Richmond i jego zamek.

Powyżej: w drodze na zamek. Ojej - nawet Asia B. (w pierwszym rzędzie po prawej, w ciemnej bluzie) jest na zdjęciu! :).

Powyżej: Z "takiej" budki telefonicznej na pewno lepiej słychać co tam w Polsce dobrego ;).


Powyżej: Technika gry w kręgle nie ma znaczenia - liczy się dobra zabawa! Choć, nasza grupa kręglowa (Leonard, Ola, Asia B., Justyna i ja) musimy uczciwie przyznać, że z niewiadomych przyczyn mieliśmy pewne ułatwienia w grze: szef sali podniósł nam szyny po obu stronach toru, w związku z czym nasze bile nigdy nie trafiały do rynny! :). Co kto rzucił, to coś trafił - nic dziwnego, że zajęliśmy zaszczytne trzecie miejsce na cztery startujące zespoły ;).

Etykiety: , ,

poniedziałek, lipca 30, 2007

Reportaż z wyjazdu do Newton Aycliffe, środa 18 lipca

A teraz o tym, co się wydarzyło w środę, 18 lipca:

Powyżej: tylko jeden "odcinek" środowego frontu robót.

Powyżej: tutaj już potrzebny był "grubszy" sprzęt - nakładam nową linkę na głowicę małej kosiarki do trawy (tzw. trimmera). Za murem po lewej stronie działa Marek z większą kosiarką.

Powyżej: Tymczasem Ala (na pierwszym planie) i pozostałe dziewczyny doprowadzają do porządku ogródek boczny...

Powyżej: ... a Kasia dba o właściwą prezencję żywopłotu :).

Powyżej: a otóż i 1/3 efektu "zupełnie nowego" ogrodu pewnej starszej pani.

Powyżej: w środę wieczorem gościliśmy w The Archer's u Kamili (po lewej). Kto nie był tam na kawie i deserach lodowych nie wie co traci.

Powyżej: w powrotnej drodze, przed zmierzchem, udało się zrobić kilka fotek w okolicznym zamku. Cena za nocleg (80 GBP za pokój jednoosobowy), choć rozsądna dla Anglików skłoniła nas jednak do rychłego powrotu.

Etykiety: , ,

Reportaż z wyjazdu do Newton Aycliffe, wtorek 17 lipca

Impresje z wtorku 17 lipca:

Powyżej: szykujemy się do prac polegających na pieleniu, czyszczeniu i porządkowaniu ogrodów. W ten sposób włączyliśmy się w program prac wykonywanych przez członków Aycliffe CLC na rzecz społeczności lokalnej. Marek rozdaje odblaskowe kamizelki - nasz znak rozpoznawczy.

Powyżej: jedno z ujęć pokazujących stopień zachwaszczenia kawałka ogródka. Reszty zdjęć "sprzed" rozpoczęcia przez nas prac Wam oszczędzimy, bo zapewne się domyślacie, że roboty nie brakowało :).

Powyżej: instruuję Alę i Asię, do czego służą grabie ogrodnicze ;)

Powyżej: za mną jeszcze niewyrównany żywopłot. Za chwilę Kasia i Asia przytną go po mistrzowsku.

Powyżej: jeden z efektów naszej pracy. Tej kamyczkowej części z przodu przed naszym pojawieniem się nie było w ogóle widać ;).

Powyżej: przed wieczornym piłkarskim meczem sparingowym z Anglikami, "panie Lonku" wcielił się w rolę Jerzego Dudka. Uderzające podobieństwo, prawda? ;)

Powyżej: kilka fotek z wtorkowego meczu sparingowego. Warto dodać, że do przerwy było 2:2, ale w drugiej połowie nasza ekipa przycisnęła, wygrywając cały mecze 6:3. Zaproponowaliśmy Anglikom mini-rewanż w rzutach karnych, ale i te wygraliśmy 2:0, a piszący te słowa dzielnie wybronił wszystkie "jedenastki" gospodarzy :).

Powyżej: dziewczyny rozmawiają z Andrzejem i Bogusią, naszymi goścmi we wtorek i sobotę.

Powyżej: Aneta (autorka zdjęć z poniedziałkowego bilarda, dziękujemy!) i pani Barbara: były z nami praktycznie każdego dnia. Hmm, jak nic to dobry znak nici sympatii :).

Etykiety: , ,

Reportaż z wyjazdu do Newton Aycliffe: poniedziałek 16 lipca

Wiem, że zdjęcia nie oddają wszystkiego, ale zapraszam Was do tego, aby przynajmniej częściowo zanurzyć się w atmosferze naszego pierwszego pionierskiego wyjazdu misyjnego do Newton Aycliffe. Ponieważ zdjęć jest mnóstwo podzieliłem je na kolejne dni, aby łatwiej było prześledzić "fun" (czytaj "f-U-n", jak to na północy Anglii mawiają), jaki mieliśmy podczas Tygodnia Polskiego.

Oto zdjęcia z poniedziałku 16 lipca:

Powyżej: zaraz po przylocie na lotnisko Durham-on-Tees. Od lewej: nasz gospodarz Stewart, Leonard, Ola, Asia, Ala, Justyna, ja, Marek i Kasia. Robert robi zdjęcie, a druga Asia się chowa. Wiem, bo łącznie było nas dziesięcioro.


Powyżej: mimo zmęczenia nocną podróżą na trasie Gdańsk-Warszawa minibusem, i lotem do Durham, dzielnie ruszamy rozdawać zaproszenia na Tydzień Polski.


Powyżej: Muszę przyznać, że mimo pewnego zaskoczenia "u drzwi", kilka osób, które zaprosiliśmy właśnie w poniedziałek, pojawiło się na spotkaniach w drugiej części tygodnia.


Powyżej: po drodze posilaliśmy się chipsami octowymi ;). Największych amatorów te ziemniaczane przekąski o niespotykanym w Polsce smaku znalazły w Marku (na zdjęciu nie chce mi oddać swojej paczki).


Powyżej: atrakcją pierwszego wieczoru była możliwość rozegrania meczów bilardowych w najstarszym w Darlington renomowanym klubie bilardowym. W tle część baru tej szacownej instytucji.


Powyżej: każdy grał jak potrafił, ale okazji do (u)śmiechu nie brakowało. Od góry: Asia B., nasz gość - pani Barbara, Marek.


Powyżej: Najwazniejsze było jednak zdjecie w dobrym towarzystwie: Ian (po prawej) i jego "bilardowi uczniowie": Barbara, Ola, Robert i "panie Lonku" ;).

Etykiety: , ,