poniedziałek, maja 28, 2012

Książki: "Dobra nowina w każdym języku"

Skończyłem właśnie tę książkę - niesamowite poruszające świadectwo życia założyciela Misji Tłumaczy Biblii im. Wycliffa! Człowieka, który nigdy się nie poddawał, i najpierw sam będąc misjonarzem (m.in. w Gwatemali, Meksyku, Peru, Wenezueli, ale również - pod koniec życia - w krajach byłego ZSRR w części azjatyckiej) doprowadził do czegoś niesamowitego.


Otóż w pierwszej połowie XXw, bez dostępu do wielkich technologii, układów politycznych czy pieniędzy, udało się "z kopyta" rozpocząć prace związane z tłumaczeniem Nowego Testamentu na wiele języków mniejszościowych - m.in. plemion indiańskich w Ameryce Łacińskiej.


Ta książka niesamowicie buduje wiarę i przekonanie, którym dzielił się jej bohater, Cameron Townsend, przez całe życie: "Skoro Jezus powiedział, że dana mu jest wszelka władza, to co nas może zatrzymać?"


Moc!!

Etykiety:

poniedziałek, maja 21, 2012



MSG 2 Mojz 3:1-2 Pomiędzy

"Mojzesz pilnowal stad swojego tescia, Jetro, kaplana midianskiego. Zaprowadzil stado na zachodni kraniec pustkowia i zblizyl sie do gory Bozej - Horebu. Wtedy aniol Panski ukazal mu sie w plomieniach ognia wydobywajacych sie spomiedzy krzewu. Mojzesz patrzyl, jak krzew plonie, ale nie spala sie."


Wiele mysli towarzyszy mi dzisiaj w nocy w zwiazku z tymi wersetami. Trzeci rozdzial 2 Mojz. = story of my life. Przynajmniej przez jakies ostatnie trzy lata...


Czasem wydaje sie, ze gora Boza nie moze znajdowac sie na pustkowiu ;). A Mojzesz podszedl wlasnie do Horebu od strony pustkowia. Jego nadprzyrodzone spotkanie z Bogiem wydarzylo sie *pomiedzy* pustkowiem a Horebem, pomiedzy jednym a drugim pasterskim obowiazkiem codziennosci. 


Czasami nasze najbardziej nadprzyrodzone spotkania z Bogiem maja bowiem wlasnie miejsce pomiedzy naszymi zwyklymi zajeciami. Czytasz gazete, zauwazasz ogloszenie o niedozywionych dzieciach, niedofinansowanym osrodku dla matek samotnie wychowujacych dzieci, zauwazasz artykul o handlu ludzmi w XXI w., lub wpada Ci w rece reportaz o mozliwosci wybudowania szkoly w Swazilandzie.


I ze lzami w oczach spotykasz sie z cichym wewnetrznym Bozym glosem: "Harry... Harry!" (w.4).


Jesli wlasciwie zareagujesz na ten glos, dasz Bogu szanse aby rozwial Twoje liczne watpliwosci (rozdz 3:4-4:17). W Twoim sercu zacznie plonac cos, co nawet jesli jestes w goracej wodzie kapany jak ja, z czasem nie przestanie sie spalac.


I co jeszcze lepsze - ten ogien nie spali tez Ciebie. Moze *wypali* to co niepotrzebne i niewlasciwe, ale nie spali. Bo to jest ogien, pd ktorego maja zapalic sie inni...


Bez wzgledu zatem na to, czy jestes na "Bozej gorze" czy na pustkowiu, posrod swoich codziennych obowiazkow zrob miejsce na to, aby zatrzymac sie i podejsc do "krzewu, z ktorego wydobywa sie Bozy glos". Podejdz i patrz. Niech ten ogien Ciebie przetrawi tak, aby plonal w Tobie dlugo. W koncu od niego maja sie rowniez zapalic inni.


Uwierz w to.

Etykiety:

sobota, maja 12, 2012

Konferencja polska w Dublinie


Serdecznie zapraszam w imieniu grupy polskiej przy kościele St.Marks, która jest organizatorem tej konferencji.

sobota, maja 05, 2012

Widzieć


MSG Job 34:32 Widzieć

"Naucz mnie widziec to, czego jeszcze nie widze".

Kiedy przestajemy sie uczyć? W którym momencie zaczyna nam wystarczać wiedza i zebrane doświadczenie, a przestaje pociągać eksperymentowanie, sprawdzanie, rozwój i rozciąganie? 


Jak staliśmy się ludźmi, którym codziennie i co tydzień wystarcza to samo rutynowe, choćby i liturgiczne, działanie? Kto zabrał mi chęć zadawania pytań, gdy zaspokajam się znanymi odpowiedziami?


Otóż nie Bóg - jesli ktokolwiek, to sam je sobie zabralem :).


Dlatego właśnie dzisiejszy werset jest dla mnie jak sole trzeźwiące: chcę do końca swoich dni uczyć się Boga i tego co Boże. Poznawać Jezusa i służyć ludziom.


Teraz kiedy przygotowujemy się do najważniejszego okresu naszego (z Anią) życia, pragnę, aby Bog otwierał mi jeszcze bardziej oczy na to, czego może jeszcze nie widzę. Chcę to zobaczyć - choćby, na początek, oczami wiary.


Też masz takie sprawy, w których Bóg musi otworzyć Twoje oczy na duchową rzeczywistość?

Nadal mnie interesuje

Nadal mnie interesuje, gdzie w Wielkiej Brytanii są mniejsze lub większe skupiska Polaków z tzw. "nowej emigracji" (czyli osób, które przybyły na Wyspy po 2004 r.).

Mimo, że nie jeździmy dzisiaj misyjnie na Wyspy tak często jak w latach ubiegłych (2007-2010), kiedy udawało nam się pojechać 3-4 razy na rok (teraz jeździmy 1-2 rok) i mimo tego, że pozmieniały się (z różnych życiowych powodów) miejsca, które odwiedzamy - nadal chciałbym wiedzieć, co dobrego się dzieje wśród naszych rodaków. Nawet nie po to, aby się za każdym razem we wszystko włączać - choć z całą pewnością i  na to jesteśmy otwarci - ale po to, aby ten blog dalej stanowił pewne źródło informacji na teraz i na przyszłość.

Jeżeli zatem trafisz tutaj, czytelniku, na chwilę albo na dłużej, jeśli pojawisz się z linka do wydarzenia lub zjawiska, którego już w 2012r nie organizujemy, a jesteś naszym rodakiem z Wysp i wiesz o czymś, co dobrego dzieje się wśród Polaków - zostaw linka, podziel się informacją :).

To zadziwiające jak często jedna prosta informacja, pochodząca często sprzed miesięcy, może być inspiracją dla kolejnych osób, które chcą szerzyć żywą Ewangelię wśród ludzi na obczyźnie.

Adresy mailowe na prawym marginesie są cały czas aktywne - jeśli nie odpowiedziałem na Twojego maila na temat związany z tym blogiem, wyślij go, proszę, jeszcze raz - niewykluczone, że mi umknął.

PS. A propos książek natomiast, w międzyczasie przeczytałem książeczkę: "Przekreśleni. Wyznania byłych więźniów" oraz album "Był sobie Gdańsk". Wygląda na to, że zaczynam się coraz bardziej interesować historią naszego miasta :).